| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Google
Kategorie: Wszystkie | .NEWSY | ARTYKULY | DOWNLOAD | FOTO | GRY | OPINIE | VIDEO
RSS

.NEWSY

środa, 17 stycznia 2007

 Internetowy serwis MON jest podatny na nieautoryzowaną publikację - tak podaje serwis hacking.pl, który po raz kolejny dokonał sensacyjnego odkrycia.

Luki w systemie zabezpieczeń Ministerstwa Obrony Narodowej wykrył Michał Słowik - członek grupy hacking.pl . Okazało się, że można umieścić katalog lub plik na serwerze resortu. Krótko mówiąc, haker ma możliwość opublikowania jakiegokolwiek tekstu pod domeną mon.gov.pl (oraz pod niektórymi subdomenami). Zdaniem twórców serwisu, źle to świadczy o polityce bezpieczeństwa informatycznego w Ministerstwie Obrony Narodowej RP. Cyberwłamywacz mógłby umieścić tam najrozmaitsze rzeczy - od głupich dowcipów po teksty kompromitujące lub groźne dla resortu.

"Umiejętne wykorzystanie tak poważnych podatności systemu - ograniczone jedynie wyobraźnią intruza może być nieprzewidywalne w skutkach" - pisze na ten temat Rafał Pawlak w artykule opublikowanym w środę.

Autorzy tego odkrycia poinformowali o nim ministerstwo, umieścili taką informację także na stronie ministerstwa , udowadniając w ten sposób swoje słowa. Szczegółów nie chcą ujawniać publicznie do czasu naprawienia błędów przez informatyków resortu obrony.

Za serwisy internetowe odpowiada Sztab Generalny Wojska Polskiego. Oficer prasowy sztabu, płk Wojciech Ozga powiedział portalowi gazeta.pl, że o problemach z zabezpieczeniem stron wiadomo od kilku tygodni. Wykonany wówczas audyt ujawnił "pewne nieprawidłowości" i od jakiegoś czasu informatycy resortu naprawiają zabezpieczenia. Dlatego informacja z Hacking.pl nie była dla wojska zaskoczeniem i skontaktowano redakcję bezpośrednio z działem informatyzacji.

Pułkownik Ozga tłumaczył, że stopień zabezpieczeń odpowiada standardom przyjętym dla stron podobnych organizacji, także międzynarodowych. Podkreślał też, że portal ministerstwa nie zawiera informacji o charakterze niejawnym. Oznacza to, że nie ma mowy o wykradaniu tajnych dokumentów z komputerów ministerstwa obrony korzystając z luk odkrytych przez Michała Słowika. Nie udało nam się jeszcze uzyskać informacji, kiedy strony MON zostaną zabezpieczone.

Serwis Hacking.pl działa od 2000 roku, odwiedza go 10 tys. internautów dziennie. Publikowane tam artykuły poświęcone są różnym aspektom bezpieczeństwa informatycznego oraz nowoczesnym technologiom. - Współpracujemy z wieloma specjalistami w dziedzinie zabezpieczeń komputerowych z Polski i ze świata - piszą na swojej stronie redaktorzy Hacking.pl.
20:45, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
"SZKOLA PREZYDENTÓW" - tak nazywa się jedna ze stron internetowych portalu "Prezydent Rosji - obywatelom w wieku szkolnym".

Stworzono ją z myślą o przyszłym prezydencie Federacji Rosyjskiej. - Na pewno zostanie nim ktoś, kto dziś jest uczniem - zap ewnia zastępca szefa służb prasowych rosyjskiej głowy państwa Andrzej Warłamow.

Odwiedzających witrynę internautów przywita pytanie: „Czy chcesz być prezydentem Rosji?”. Młody gość otrzymuje odpowiedź informującą, kto może zostać prezydentem Federacji Rosyjskiej i ile jeszcze pozostało mu lat do uzyskania prawa startowania w wyborach. Następnie proponowany jest test, pozwalający uczniom ocenić ich możliwości przyszłego kierowania tak dużym krajem jak Rosja. Pozytywny rezultat testu pozwala na wstęp do wirtualnej „szkoły prezydenta”, w której jak w każdej szkole są lekcje, pomagające w uzyskaniu odpowiedzi na wiele ważnych i trudnych pytań. Z bardzo różnych zresztą dziedzin. By nauka nie była zbytnio nużąca, ma ona m.in. formę gier komputerowych poświęconych historycznym epokom w dziejach Rosji. Gracz może na przykład przenieść się w czasy rządów Władimira Monomacha i jako władca podejmować decyzje wagi państwowej.

Z początkiem 2007 roku w „Szkole Prezydenta” pojawiła się także możliwość wirtualnego odwiedzenia rezydencji głowy państwa.

W minionym roku stronę odwiedziło ponad 200 tysięcy internautów i choć jest dostępna jedynie w rosyjskiej wersji językowej, to nie ma państwa gdzie jeszcze nie zostałaby obejrzana.
12:22, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 stycznia 2007
Ciąg dalszy sprawy lustracji abp Wielgusa: po decyzji papieża w sprawie odwołania ingresu Stanisława Wielgusa ruszyła specjalna strona internetowa z podziękowaniem dla Benedykta XVI.

Przypominam, że tydzień temu pisałem o roli internetu w procesie lustracji abp Wielgusa. Teraz okazuje się, że również po odwołaniu ingresu internet jest obecny przy tym temacie. Dzieje się tak za sprawą specjalnych listów, które internauci piszą do Stolicy Piotrowej.

O jednym z takich listów, zainicjowanych przez grupę świeckich katolików pisze "Rzeczpospolita". Na pomysł jego napisania wpadł Bartłomiej Sienkiewicz, ekspert spraw wschodnich. Wspólnie z grupą znajomych postanowił wysłać list do Benedykta XVI z podziękowaniem "za szybkie i zdecydowane rozwiązanie kryzysu" w archidi ecezji warszawskiej, czyli spowodowanie ustąpienia z funkcji metropolity warszawskiego abp. Wielgusa.

- Ten pomysł rodził się w niedzielę 7 stycznia i następnego dnia. Pytaliśmy siebie, co możemy zrobić w tej sytuacji - twierdzi Sienkiewicz, który przyznaje, że przeżywałodwołanie ingresu jak miliony polskich katolików.

List został najpierw wsparty przez środowisko warszawskiego KIK, a potem poprzez umieszczenie go w Internecie został zauważony przez inne środowiska. Podpisały się pod nim już setki osób.

"Zdajemy sobie doskonale sprawę, że były to decyzje wyjątkowe dla Kościoła i trudne dla Waszej Świątobliwości. (...) W naszym kraju symbolem jednoczesnej wierności Kościołowi i Polsce, zwłaszcza w ponurych latach komunizmu, jest właśnie Warszawa i jej ówczesny biskup - kardynał Stefan Wyszyński. To dlatego w całej Polsce z takim napięciem patrzyliśmy na to, co stanie się z warszawską stolicą biskupią" - piszą autorzy listu. I dodają: "Mamy świadomość tego, jak wiele znowu Polska zawdzięcza Stolicy Apostolskiej", zapewniają też papieża o "synowskiej ufności i oddaniu w duchu jedności Kościoła".

- W liście dziękujemy papieżowi za podjęcie decyzji, która musiała być trudna, i wyrażamy wdzięczność za rozwiązanie kryzysu - mówi Sienkiewicz.

- Chcieliśmy, by nasz list był pozytywnym sygnałem ponad podziałami, by papież dowiedział się nie tylko o napięciach w polskim Kościele, podziałach, różnicach opinii, ale i o tym, że jego decyzja ma szerokie zrozumienie i poparcie - dodaje Jacek Cichocki z Ośrodka Spraw Wschodnich.

List do Benedykta XVI jego inicjatorzy chcą wysłać jeszcze w styczniu. Można go znaleźć na stronie www.b16dziekujemy.pl .

W związku ze sprawą abp. Wielgusa powstało co najmniej kilka podobnych inicjatyw katolików świeckich. List otwarty w sprawie lustracji Kościoła ogłosiła grupa świeckich katolików, pod którą do wczorajszego wieczoru podpisało się niemal 2800 osób.

Ojciec Tadeusz Rydzyk (wsparty przez Andrzeja Leppera) zainicjował natomiast wysyłanie listów poparcia do abp. Stanisława Wielgusa.
17:49, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »

 Areszt za internetowy protest przeciwko podwyżkom cen w Azerbejdżanie.

Na 12 dni pozbawienia wolności sąd w Azerbejdżanie skazał mężczyznę, który zamieścił w sieci witrynę z protestem przeciwko rosnącym cenom gazu, elektryczności i korzystania z komunikacji - poinformowała w poniedziałek opozycja azerbejdżańska.

Bahtiara Hadżijewa skazano w niedzielę, cztery dni po zablokowaniu przez władzę jego strony internetowej www.susmayaq.biz.

Nazwa strony oznacza "nie będziemy milczeć". Służyła ona m.in. do zbierania podpisów pod obywatelskim protestem przeciwko niedawnym podwyżkom cen towarów i usług w Azerbejdżanie.

Władze bronią podwyżek i kategorycznie zaprzeczają, jakoby wywołały one społeczne niezadowolenie. Zarzucają opozycji, że chwyta się wszelkich mozliwych pretekstów, by krytykować rząd.

Formalnie Hadżijew został skazany za to, że nie zastosował się do poleceń policji (zapewne dotyczących zamknięcia strony internetowej, ale tego nie wyjaśniono w sposób precyzyjny). Sam zainteresowany mówi, że skazano go za ostre krytykowanie podwyżek i wzywanie współmieszkańców do obywatelskiej aktywności.
07:34, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 stycznia 2007
Sieć internet to prawdziwa skarbnica informacji. Wykorzystują ją niestety nawet terroryści. Korzystając z dokładnych satelitarnych zdjęć planują ataki na posterunki NATO w Iraku i Afganistanie.

Podczas przeszukiwania mieszkań bandytów w Basrze brytyjscy żołnierze znaleźli fotografie obozów NATO wydrukowane z zasobów Google Earth.

Na zdjęciach były dokładnie zaznaczone namioty, w których śpią żołnierze, składy broni czy posterunki. Wszystko pokazane w sposób przejrzysty i niezwykle użyteczny. A co ważniejsze: wszelkie dane widać o wiele precyzyjniej, niż gdyby talibowie obserwowali bazy za pomocą lornetek. Jeden z obrazów był dodatkowo opisany z podaniem dokładnej długości i szerokości geograficznej. Wiadomo w jaki sposób terroryści pożytkują potem zdobyte wiadomości: ostrzeliwują posterunki z moździerzy i wyrzutni rakiet. Dzięki zdjęciom wiedzą, gdzie celować.

Wojsko nie ma jak powstrzymać firm, które udostępniają superdokładne satelitarne mapy. Bo przecież żołnierze co chwila przenoszą posterunki i w takiej sytuacji należałoby zablokować publikowanie zdjęć z całego Afganistanu. A to przecież tyleż absurdalne co niewykonalne. Zresztą niewykluczone, że również w innych "newralgicznych" miejscach przeciwnicy zachodu uzywają wirtualnych map.

Rzecznik Google potwierdził, że tego rodzaju informacja może być wykorzystana w każdym celu, a firma oczekuje na wskazówki ze strony rządu, aby zablokować dostęp do niektórych informacji.

Żołnierze z the Royal Green Jackets biorą pod uwagę możliwość zaskarżenia Google Earth za opublikowanie zdjęć lotniczych bazy, gdyby jednostka została zaatakowana przez terrorystów. Nie wiadomo jednak w jaki sposób można udowodnić, czy dany atak przygotowany został akurat przy pomocy danych z sieci.
18:10, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »

 
Nowy szef International Telecommunication Union zapowiedział, że nie ma zamiaru spełniać funkcji zarządcy internetu.


Organizacja Narodów Zjednoczonych nie chce zarządzać internetem w przyszłości, zapewnił w piątek szef agencji ITU przy ONZ.

Hamadoun Toure, wybrany w listopadzie dyrektorem generalnym International Telecommunication Union powiedział, że agencja ta będzie tylko jedną z kilku instytucji angażującej się w wyznaczanie kształtu i kierunku rozwoju sieci.

“Nie jest moim zamiarem bycie zarządcą internetu” powiedział Toure reporterom w Genewie, na swojej pierwszej konferencji prasowej, dodając: “Nie ma ani jednej sprawy, która mogłaby być postanowiona wyłącznie przez jedną organizację”.

Toure zapowiedział, że ITU współpracować będzie z innymi organizacjami, takimi jak ICANN (Internet Corporation for Assigned Names and Numbers), które każdego dnia zajmują się przepływem danych w internecie i nadzorują funkcjonowanie podstawowych zasad, dzięki którym dochodzi do komunikacji w sieci. Kontrola nad tymi zasadami jest obecnie kluczowym punktem sporów między państwami, ze szczególnym uwzględnieniem niektórych rozwijających się państw, chcących doprowadzić do kompletnego uniezależnienia się ICANN od rządu amerykańskiego i nadzoru ONZ nad organizacją. Inne kraje grożą stworzeniem równoległej struktury, niezależnej od obecnie istniejącego internetu.
.
“Musimy uniknąć międzyrządowej 'cyberwojny'” powiedział Toure dodając, że wdrażane regulacje powinny być stosownie dopasowywane do lokalnych warunków.

Toure pochwalił amerykańską Federal Communications Commission nazywając ją modelową instytucją regulującą i twierdząc, że FCC jest “naszym bardzo dynamiczny członkiem, z wieloma pozytywnymi postawami” w sprawie rozwiązywania technologicznych problemów.

Czteroletnia kadencja Toure'a rozpoczęła się od zapowiedzi, że ONZ zwiększy swój wysiłek w sprawie uczynienia z technologii komunikacyjnej części programu światowego rozwoju, przez co rozumie się zmniejszenie “dziury informacyjnej” występującej między bogatymi a biednymi krajami.

Po dwóch szczytach ITU, w 2003 i 2005 roku uzgodniono, że do 2012 roku połowa ludzkości musi mieć dostęp do telefonu Jednak w czasie spotkań doszło do przepychanek słownych w sprawie zarządzania internetem i nie doszło do żadnych ustaleń.

Toure powiedział, że drugim priorytetem w czasie jego przewodnictwa będzie wzrost bezpieczeństwa w sieci przez walkę z hakerami, spamerami i innymi cyber-kryminalistami coraz bardziej zagrażającymi światowej wolności i rozwojowi technologii telekomunikacyjnej.
 
Duże kontrowersje wzbudziła również wypowiedź Hamadoun'a Toure'a. Powiedział on, że "wolność słowa jest sprawą, której mandat ITU nie obejmuje, dlatego nie mogę zabierać w tej kwestii zdania". Dziwi to o tyle, że w 2005 roku, podczas zorganizowanej przez ITU konferencji dotyczącej wpływu informacji na społeczeństwo, sekretarz ONZ Kofi Annan apelował o zachowanie wolności wyrażania się i informacji w internecie. ITU poparła wtedy jego apel.
 
11:29, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 stycznia 2007
Trzech członków pierwszej wirtualnej komórki terrorystycznej spędzi w więzieniu od 8 do 15 lat. Organizacja w której działali była o krok od przeprowadzenia zamachów.

Trzej muzułmanie mieszkali w różnych krajach - Danii, Szwecji i Bośni - ale połączyła ich fascynacja dżihadem. Poznali się na internetowych forach. Często oglądali w sieci filmy z zamachów terrorystycznych, egzekucje niewiernych, odezwy ben Ladena. Wkrótce wszyscy zapuścili brody. Po pewnym czasie nawiązali kontakt z młodymi muzułmanami m.in. z Wielkiej Brytanii, USA, Kanady, Danii i założyli liczącą 40 osób wirtualną komórkę terrorystyczną. O charakterze działalności grupy świadczy przypadek jednego z jej członków - Irhabiego (Irhabi to po arabsku terrorysta), który pojawił się on w sieci w lutym 2004 r. Zaczynał od wrzucania na różne strony internetowe informacji o zamachach. Już w lipcu dokonał spektakularnego wyczynu - włamał się do serwera departamentu dróg i transportu stanu Arkansas i zamieścił na jego stronie teksty o dżihadzie oraz linki do stron terrorystycznych. Od tej pory FBI śledziła jego działalność. Kradł i rozprowadzał w sieci podręczniki szkoleniowe CIA, podręczniki amerykańskiej marynarki wojennej dla snajperów. Zamieszczał prezentacje wideo, jak przygotować samochód-pułapkę, oraz szkolił innych wirtualnych dżihadystów, jak zacierać za sobą ślady w sieci. W tym zacieraniu stał się tak dobry, że przez kilkanaście miesięcy był nieuchwytny dla najlepszych speców z FBI. Do czasu.
 
Sąd w Sarajewie uznał w środę, że 19-letni Mirsad Bektasević, lider siatki znany w sieci jako "Maximus", 21-letni Abdulkadir Cesur i 29-letni Bajro Ikanović planowali zamachy samobójcze, którem miały być zemstą za obecność zachodnich wojsk w Iraku i Afganistanie.

"Maximus", syn bośniackich imigrantów, którzy uciekli do Szwecji na początku lat 90. przed ofensywą serbską, dostał najwyższy wyrok - 15 lat i cztery miesiące. Urodzony w Danii Turek Cesur - 13 lat i cztery miesiące, a Bośniak Ikanović - osiem lat.

Policja w Bośni aresztowała ich 19 października 2005 r. Podczas obławy podejrzani posiadali przy sobie m.in. samobójczy pas z przymocowanym 20 kg ładunkiem wybuchowym, detonator schowany w zabawce i nagranie wideo instruujące jak zbudować bombę.

Na tym nagraniu w tle można usłyszeć głos tłumaczący, że bohaterowie pokazani na filmie przygotowują się do ataku terrorystycznego. Eksperci, którzy badali taśmę, ustalili, że została nagrana kamerą ciotki "Maximusa". Uznali również, że głos który słychać na taśmie można z dużym prawdopodobieństwem przypisać samemu Bektaseviciowi.

Obrońcy cyberterrorystów już zapowiedzieli odwołanie od wyroku. - Mojemu klientowi nie udowodniono terroryzmu - powiedział Semso Temin, prawnik Cesura. Obrońcy ogłosili również, że proces przebiegał w atmosferze międzynarodowych nacisków na sąd.

Poza trójką z siatki "Maximusa" sąd w Bośni skazał też dwóch mężczyzn aresztowanych razem z nimi. Senad Hasanović dostał 2,5 roku, a Amir Bajrić dwa lata więzienia za posiadanie broni i materiałów wybuchowych.
20:47, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
Jeśli jesteś w posiadaniu tajnych rządowych dokumentów wskazujących na nieprawidłowości w działaniu władzy, dowody kłamstw polityków lub materiały kompromitujące dygnitarzy to od lutego będziesz mógł je bezpiecznie opublikować w sieci.

Stanie się tak dzięki powstaniu projektu o nazwie "Wiki Leaks", na którym opozycjoniści z całego świata będą mogli zaprezentować tajne papiery świadczace przeciwko reżimom. Do tej pory opublikowanie tego typu treści mogło nastręczać wielu trudności, wiązało się z ryzykiem więzienia a odzew nie zawsze był wystarczający. Działo sie tak dlatego, że zwykły e-mail lub dokument wysłany na stronę internetową ma charakterystyczne cechy, pozwalające ustalić jego pochodzenie na podstawie adresów IP.

"Wiki Leaks" ma to zmienić poprzez m.in. zastosowanie specjalnego protokołu zwanego The Onion Router. Wiadomość zawierająca dokument będzie przesyłana przez sieć serwerów, które będą szyfrować adresy internetowe tak, by utajnić źródło.
Całość projektu ma być skonstruaowana podobnie jak najpopularniejsza internetowa encyklopedia - Wikipedia. Dokument w zasobach WikiLeaks.org będzie mógł zaprezentować każdy użytkownik internetu. Następnie specjalne grupy politycznych ekspertów - uciekinierów z danego regionu zaczną go analizować pod kątem prawdziwości, charakteru, znaczenia i roli jaką mógłby odegrać w walce przeciwko dyktaturom.
Serwis WikiLeaks powstał z myślą o dziennikarzach i innych osobach ujawniających bezprawne często poczynania firm czy władz w Chinach, Rosji, na Środkowym Wschodzie i w Afryce subsaharyjskiej. O tym, że jest potrzebny może świadczyć los chińskiego dziennikarza Shi Tao, którego w roku 2005 skazano na 10 lat więzienia za ujawnienie rządowego maila o rocznicy masakry na placu Tienanmen.

Platforma "Wiki przecieków" otwarta jest także dla osób, które chcą przedstawić dowody na szkodliwą działalność wielkich korporacji ponadnarodowych. Będzie więc mozliwość prezentacji nieprawidłowości w działaniu wielkich firm poprzez podzielenie się informacjami na temat n.p. tego, że produkt danego przedsiębiorstwa może być niebezpieczny, a koncerny blokują ich przedostanie się do opinii publicznej.

Sceptycy wskazują na pewne możliwe wady, które mogą ograniczyć pozytywne skutki WikiLeaks.org. Zwraca się chociażby uwagę na fakt, że w krajach, do których mieszkańców chce dotrzeć ten nowy projekt, mało kto ma dostęp do internetu, a większość niewygodnych dla władz stron jest zablokowana. Kontrargumentem do tej tezy jest to, że oddziaływanie tego typu informacji nigdy nie jest skierowane do wewnątrz, ale raczej do środowisk zewnętrznych, które mają zwrócić uwagę na dany problem. Przecież w każdych dyktaturach jest tak, że działalnością opozycyjną zainteresowane jest conajwyżej 10% społeczeństwa o największej świadomości. Jak wynika z badań to oni właśnie najczęściej korzystają z internetu. Poza tym nawet w krajach blokujacych wolny dostęp do internetu jak Chiny, Iran czy Kuba można używać specjalnych programów, które umożliwiają dostęp do zakazanych treści.
Nie brak też innych obaw. Po pierwsze o to, czy rzeczywiście usługa będzie w pełni bezpieczna, a szyfry niemożliwe do złamania. Po drugie, czy portal nie zostanie wykorzystany do ujawniania dokumentów z chęci zemsty lub publikowania informacji nieprawdziwych. Twórcy usługi twierdzą, że w wykryciu tych ostatnich pomoże otwarty charakter portalu. Duże znaczenie będzie miała także praca ekspertów oceniających na bieżąco dokumenty. To oni powinni być zabezpieczniem przed spektakularnymi pomyłkami a co za tym idzie całkowitą kompromitacją projektu.
Nietrudno także sobie wyobrazić, że "bezpieczeństwo przecieków" stojące u podstaw projektu może doprowadzić do białej gorączki tych, którzy - słusznie lub nie - chcą poufne informacje chronić.
 ZAPRASZAM ROWNIEZ DO PRZECZYTANIA CIEKAWEGO ARTYKULU O WIKILEAKS Z "GAZETY WYBORCZEJ">>
 
BARDZO INTERESUJĄCĄ OPINIĘ O PROJEKCIE WIKILEAKS ZAPREZENTOWAL EDWIN BENDYK NA SWOIM BLOGU ANTYMATRIX. ZAPRASZAM DO JEJ PRZECZYTANIA>>
16:31, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 stycznia 2007
Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich (ChSRO) sfinalizowało projekt o nazwie "Auschwitz Memento - multimedialne archiwum". Na nośnikach cyfrowych udokumentowano 45 relacji byłych więźniów niemieckiego obozu KL Auschwitz. Niektóre z nich zostały udostępnione w internecie.

"W ciągu pół roku zarejestrowaliśmy relacje byłych więźniów niemieckiego obozu KL Auschwitz, m.in. Jerzego Bieleckiego, Józefa Stósa, Józefa Hordyńskiego, Stanisława Frączystego, Henryka Mandelbauma, Kazimierza Zająca, Józefa Szajny i Stanisławy Gąskowej. W archiwum zgromadziliśmy blisko 200 godzin nagrań filmowych i dźwiękowych, około tysiąca stron relacji tekstowych oraz bogaty materiał ikonograficzny" - stwierdziła jedna z koordynatorek projektu, Gabriela Maruszczak.

W ramach całego programu stworzono portal internetowy Auschwitz Memento. Przygotowany został on z pod kątem użyteczności dla nauczycieli historii i wiedzy o społeczeństwie oraz uczniów.

"Zamieszczone tam zostały w jednym miejscu podstawowe informacje o KL Auschwitz oraz relacje świadków. Pozwoli to nauczycielom wzbogacić i uatrakcyjnić lekcje poświęcone KL Auschwitz i martyrologii Polaków. Łatwy dostęp do materiałów źródłowych, a także możliwość ściągnięcia fragmentów filmów i plików dźwiękowych, powinny wpłynąć na wzrost zainteresowania młodzieży nieodległą historią oraz pomóc w kształtowaniu postaw patriotycznych. Trudno przecenić też możliwość niemal bezpośredniego kontaktu z uczestnikami i świadkami historii" - zauważyła Maruszczak.

Wiceprezes ChSRO Bogdan Wasztyl dodał, że każda z relacji spełnia warunki wywiadu naukowego. "Pozostawialiśmy jednak świadkom miejsce na refleksję, wychodząc z założenia, że - być może - jest to ostatnia możliwość zapisania przez nich swoistego testamentu dziejowego dla przyszłych pokoleń" - dodał.

Wdług Gabrieli Maruszczak, inicjatywa ChSRO przyczyni się do zwalczenia rozpowszechnianego na całym świecie kłamstwa o "polskich obozach koncentracyjnych" czy "polskich obozach zagłady". "Polacy nie byli bowiem współsprawcami holocaustu; byli pierwszymi ofiarami KL Auschwitz" - przypomniała Maruszczak.

Nagrania zachowane są na specjalistycznych taśmach miniDV w formie nieskompresowanej, dzięki czemu mozliwa jest ich obróbka i wykorzystanie w przyszłości przez filmowców i dokumentalistów. Skompresowane wersje relacji przechowywane są także na płytach DVD, co daje możliwość szybkiego i prostego odnajdywania szukanych fragmentów.

W przygotowanie projektu zaangażowanych jest kilkunastu wolontariuszy. Są to studenci, uczniowie oświęcimskich szkół średnich oraz młodzi filmowcy-amatorzy.

Program powstał dzięki wsparciu Funduszu Inicjatyw Obywatelskich, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego poprzez program "Patriotyzm Jutra", a także Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Chrześcijańskie Stowarzyszenie Rodzin Oświęcimskich powstało w 1998 roku. Skupia byłych więźniów, rodziny więźniów Auschwitz oraz ludzi zainteresowanych tematyką obozu.
04:00, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
 MI5 - słynna Brytyjska służba kontrwywiadowcza - postanowiła w ramach polepszania swoich stosunków ze społeczeństwem uruchomić specjalny serwis e-mailowy. Dzięki elektronicznym listom obywatele Wielkiej Brytanii dowiedzą się, jak ich szpiedzy oceniają bezpieczeństwo kraju.


Teraz każdy Anglik dostanie prosto do swojego komputera informację o możliwym niebezpieczeństwie ataków terrorystycznych. Internauci będą mogli zarejestrować się na stronie MI5 i dzięki temu otrzymywać automatycznie rozsyłane aktualizacje o stanie bezpieczeństwa. Użytkownicy usługi będą mogli również otrzymywać pocztą elektroniczną informacje o aktualizacjach witryny MI5.

Rzeczniczka brytyjskiego MSW powiedziała, że e-maile będą informować o aktualnym poziomie zagrożenia, podawanym przez rząd do publicznej wiadomości od sierpnia.

W tej chwili poziom zagrożenia atakiem terrorystycznym w ocenie MI5 jest "poważny". Oznacza to wysokie prawdopodobieństwo wystąpienia ataków (w nomenklaturze MI5 jest tylko jeden stopień zagrożenia wyższy od "poważnego"). Jeśli tylko nastąpi zmiana w ocenie stanu zagrożenia to do subskrybentów serwisu MI5 zostanie rozesłany e-mail ze stosowną informacją.

Projekt tego niecodziennego serwisu mailowego stanowi fragment strategii budowania lepszego wizerunku służb w Wielkiej Brytanii. W ten sposób angielscy szpiedzy chcą pokazać Brytyjczykom, że nie są bezczynni. A trzeba pamiętać, że jest to tylko jeden z elementów szerszej promocyjnej kampanii.

Powiadamianie e-mailami to najnowsze rozwiązanie z serii posunięć, mających na celu większą otwartość po dziesięcioleciach zachowywania przez MI5 oraz MI6 otoczki nadzwyczajnej tajności. Brytyjskie organizacje wywiadowcze od dłuższego czasu były bowiem krytykowane za nazbyt rygorystyczne trzymanie w tajemnicy informacji, które dla obywateli mogłyby być bardzo cenne. Internetowe pomysły są właśnie krokiem do przełamania tego wizerunku, szczególnie wśród ludzi młodych.

W ciągu ostatnich lat MI5 i MI6 zaczęły wychodzić z cienia - poprawiając swoją komunikację społeczną poprzez internetowe witryny z instrukcjami w sprawie bezpieczeństwa i z informacjami o możliwości pracy w wywiadzie i kontrwywiadzie, a nawet zamieszczając w prasie anonse o naborze kandydatów.

Szefowa MI5 Eliza Manningham-Buller ostrzegała w listopadzie ubiegłego roku przed atakami chemicznymi lub nuklearnymi. Stwierdziła również, że islamiści związani z Al-Kaidą aktywnie przygotowują co najmniej 30 zamachów.

Z kolei amerykańskie służby bezpieczeństwa podobny system wprowadziły w styczniu 2003 roku, stosując kolory do oznaczenia prawdopodobieństwa ataku terrorystów (zielony, niebieski, żółty, pomarańczowy i czerwony).

Amerykańska administracja publikuje jednocześnie informacje o możliwych zmianach w zależności od poziomu zagrożenia - odwołanie imprez masowych, zamknięcie rządowych placówek. W Wielkiej Brytanii nie wprowadzono na razie takiego systemu. Odbiorcy listów elektronicznych z informacją o zagrożeniu nie są informowani o decyzjach służby bezpieczeństwa, aby nie ułatwiać pracy terrorystom.

Pomysł upubliczniania poziomu zagrożenia atakiem terrorystycznym wywołuje różne reakcje. Zdaniem eksperta ds. bezpieczeństwa Bruce'a Schneiera, pomysł brytyjski i amerykański nie sprawdza się i wywołuje tylko niepotrzebny niepokój obywateli.

Polskie MSWiA nie publikuje na swoich stronach informacji o stopniu zagrożenia atakiem terrorystycznym. Dostępne są natomiast poradniki dotyczące postępowania w przypadku tego rodzaju zagrożeń

03:36, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »