| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Google
Kategorie: Wszystkie | .NEWSY | ARTYKULY | DOWNLOAD | FOTO | GRY | OPINIE | VIDEO
RSS

.NEWSY

środa, 24 stycznia 2007
Microsoft, Google, Yahoo i Vodafone prowadzą rozmowy z organizacjami praw człowieka i wolności prasy o opracowaniu internetowego kodeksu postępowania, który pozwolilby na obrone wolności słowa i prywatności użytkowników sieci.

Zainteresowane strony poinformowały w wydanym 19 stycznia oświadczeniu, że w ciągu tego roku zamierzają stworzyć kodeks, który zapobiegałby takim niebezpiecznym trendom jak rosnące w liczbie aresztowania dziennikarzy internetowych, monitorowanie aktywności online i cenzura.

Rozmowy zainicjowały waszyngtońskie Center for Democracy and Technolog y i mająca siedzibę w San Francisco organizacja charytatywna Business for Social Responsibility . Chcą one stworzyć kod aby powstrzymać firmy odpowiedzialne za współpracę z władzami od tłumienia wolności słowa i pogwałcania praw człowieka.

„Firmy technologiczne odegrały wielką rolę w budowaniu ekonomii i wdrażaniu narzędzi istotnych dla demokratycznych przemian w krajach rozwijających się” – powiedział Leslie Harris, dyrektor wykonawczy w Center for Democracy and Technology. „Ale niektóre rządy znalazły sposób na obrócenie technologii przeciwko obywatelom – poprzez monitorowanie ich aktywności online i cenzurowanie demokratycznych materiałów.”

Komitet Obrony Dziennikarzy (The Committe To Protect Journalists – CPJ) oświadczył, że po aresztowaniach dziennikarzy internetowych w Chinach (np. Shi Tao, wsadzony do więzienia na 10 lat za przeciek tajemnic państwowych za granicę) uwaga skupiła się na firmach internetowych.

Organizacje prawne oskarżyły Yahoo! o pomoc Chinom w wyśledzeniu e-maili Shi Tao, który korespondował z właścicielem nowojorskiej internetowej strony informacyjnej.

„Rządy na całym świecie w rosnącym tempie zamykają dziennikarzy internetowych w więzieniach. Na koniec 2006 roku za kratkami było 49 blogerów i dziennikarzy publikujących swoje materiały w sieci” – powiedział Joel Simon, dyrektor wykonawczy CPJ. „Obrona prawa tych dziennikarzy do wyrażania własnych myśli i wymiany informacji bez obawy odwetu to dzisiaj jeden z najwyższych priorytetów dla środowisk ceniących sobie wolność prasy.”

W swoich danych CPJ podaje, że liczba dziennikarzy osadzonych w więzieniach na całym świecie osiągnęła 1 grudnia 2006 roku rekordową liczbę 134, z których więcej niż 1/3 to blogujący i reporterzy internetowi.
10:40, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 stycznia 2007

 Blogi, pliki wideo oraz wirtualne wywiady w grach online - oto jedynie kilka chwytów, jakie będą stosować kandydaci w rozpoczynającej się w USA kampanii wyborczej. Interaktywne medium ma zapewnić darmową reklamę oraz przyciągnąć młodszych wyborców.

Wschodząca gwiazda Partii Demokratycznej, senator Barack Obama, rozpoczął swoją kampanię w sieci, prezentując wyborcom na swojej oficjalnej witrynie www.barackobama.com oświadczenie wideo. Podobnie postąpiła Hillary Clinton. Oba wystąpienia online wykorzystały tę samą technikę streamowania filmików, którą znamy z wideoserwisów.
Szkola_Kononowicza_wybory_1429141
W tym tygodniu każdy, komu się uda wejść na stronę www.hillaryclinton.com, będzie mógł jej zadać pytanie. - Nie zdołam odwiedzić wszystkich amerykańskich rodzin. Ale w ten sposób będę mogła wysłuchać waszych problemów. Zacznijmy wspólny dialog - powiedziała Hillary Clinton z ciepłym, przyjaznym uśmiechem.

Do tej pory żaden z kluczowych amerykańskich polityków nie postawił w takim stopniu na Internet. Priorytetem były zawsze wielkie sieci telewizyjne, i jak w przypadku George'a W. Busha, przemówienia do narodu.

Za pioniera w wykorzystaniu internetu jako narzędzia kampanii politycznej można uznać Joe Trippi, byłego szefa kampanii wyborczej kandydata na prezydenta USA Howarda Deana. Jako szef kampanii Deana Trippi polecił otworzyć blog, aby bezpośrednio komunikować się ze zwolennikami tego polityka. W ten sposób udało się zmobilizować 138 tys. ludzi, którzy na ochotnika zjawili się w 820 miejscach, by prowadzić kampanię na rzecz ulubionego kandydata. Zdając sobie sprawę, że Dean jako gubernator Vermontu nie zdoła zebrać takich sum, jak ludzie działający w Waszyngtonie, Trippi wykorzystał sieć, by poprosić o wsparcie finansowe. Kwoty, jakie napłynęły, zaskoczyły obserwatorów sceny politycznej.

Dlaczego zatem gubernator Dean nie został prezydentem Deanem? „W 2004 roku to były dopiero początki – mówi Trippi. – Podobnie w latach 40. w USA było bardzo niewiele odbiorników telewizyjnych i telewizja nie miała jeszcze wpływu na politykę, ale wkrótce to się zmieniło. A skoro sieć już na początku wykazała taką siłę w kampanii, wyobraźmy sobie, jakie zmiany nas czekają”. Zmianom tym Trippi poświęcił swoją ostatnią książkę: „The Revolution Will Not Be Televised: Democracy, the Internet, and the Overthrow of Everything” (Rewolucja bez telewizji: internet i obalenie wszystkiego).

Wpływ internetowej kampanii Deana porównywano ze znaczeniem debat telewizyjnych Kennedy’ego i Nixona, które odbyły się w 1960 roku. Jednak z biegiem czasu polityka w dużym stopniu zneutralizowała wpływ telewizji. Czy podobny los czeka nową „rewolucję”? „Nie. Ludzie nie mieli nad telewizją żadnej władzy. Władzę miała siec telewizyjna, właściciel stacji, reklamodawcy lub politycy z całym swoim zapleczem. Nowe technologie oddają władzę w ręce zwykłych obywateli. To jakościowa różnica, coś, czego nie było w poprzednich demokracjach. Podczas kampanii Deana ludzie uświadomili sobie, że naprawdę mogą zmieniać bieg rzeczy. Zaczęliśmy z 432 osobami, a liczba ta urosła do 650 tysięcy i zebraliśmy więcej pieniędzy niż kiedykolwiek jakiś inny kandydat. Nie chodzi tu tylko o wybory prezydenckie. Spójrzmy na globalne ocieplenie klimatu. Czy ten problem rozwiążą przywódcy polityczni? A może nastąpi to dzięki temu, że zajmą się nim setki milionów ludzi?”.

Internet nie faworyzuje żadnej ideologii, ale w praktyce okazuje się, że amerykańska prawica z niego nie korzysta. „Wynika to chyba stąd, że prawica nieufnie patrzy na blogi i internet, bo ma skłonność do nakazywania i kontroli – uważa Trippi. – Do tej pory zdawało to egzamin, ale w sieci się nie uda. Konserwatyści wykorzystują ją jako środek komunikacji. Dla nich to maszynka do przesyłania wiadomości. Demokraci, ci postępowi, bardziej akceptują duże egalitarne społeczności”.

Śladem Trippi'ego postanowili pójść Terry McAuliffe i Harold Ickes, jedni z najlepszych strategów politycznych Ameryki. Doradzili żonie Billa Clintona styl, który ma ją odróżnić w jak największym stopniu od obecnego prezydenta. I wykorzystać medium, które przynajmniej stwarza pozory bezpośredniego kontaktu z politykiem, pozwala zbudować wizerunek osoby dbającej o indywidualne potrzeby każdego wyborcy.
Szkola_Kononowicza_wybory_1429138
Jak wskazują sondaże, wielu Amerykanów ma już bowiem dosyć przywódcy, który podejmuje decyzję wbrew większości elektoratu, informując o nich jednocześnie tonem nie znoszącym sprzeciwu. Nie przypadkowo Clinton zdecydowała się ogłosić start w wyborach zaledwie dwa dni przed dorocznym przemówieniem George'a W. Busha o stanie państwa. Wojna z Irakiem, narastający deficyt budżetowy, opieka zdrowotna czy ochrona środowiska - żona Billa Clintona w każdym z tych punktów chce pokazać na własny sposób alternatywę dla programu obecnego rezydenta Białego Domu.

W postępowaniu Hillary Clinton widać wyraźne analogie do działań Ségolène Royal - kandydatki na prezydenta Francji, która także postawiła na internet jako narzędzie komunikacji z wyborcami. Odpowiada ona na swojej stronie internetowej na pytania internautów zaś zdobyte w ten sposób informacje wykorzystuje w publicznych wystąpieniach. Twierdzi, że poglądy francuzów są jej poglądami.

Generalna próba takiej strategii już się powiodła w listopadowych wyborach do Senatu. Okazało się też, że jest wyjątkowo skuteczna w stosunku do żeńskiego elektoratu. Choć Hillary Clinton zaczynała tamtą kampanię z negatywną opinią większości kobiet, ostatecznie jej kandydaturę poparło 59 proc. pań. Uwierzyły, że przedstawicielka płci pięknej może stać na czele jednego z najważniejszych stanów Ameryki nie naśladując męskich wzorców. Stratedzy zwracają uwagę, że w dniu wyborów prezydenckich to może okazać się decydujące: zwykle 55-60 proc. osób, które idą wówczas do urn, to kobiety.
 
Ostatnie wybory do Kongresu pokazały dobitnie, że siła oddziaływania sieci na decyzje wyborcze amerykanów jest coraz większa. Wyraziście pokazuje to raport „Wybory 2006 Online” (można go pobrać, oczywiście w wersji angielskiej, TUTAJ>>) przygotowany przez organizację Pew Internet & American Life Project. Wynika z niego, że ponad 60 milionów Amerykanów (46% użytkowników internetu) korzystało podczas ostatniej kampanii wyborczej z sieci po to, aby pisać e-maile na temat kandydatów albo dowiedzieć się czegoś więcej o wyborach. Raport wskazuje także, że o wiele więcej dorosłych Amerykanów polegało na informacjach dotyczących wyborów zdobytych w internecie niż to miało miejsce w 2002 roku. Pod koniec ubiegłego roku przebadane zostały 2562 osoby. Pytane o podanie dwóch najważniejszych źródeł informacji politycznych, 15% z nich wskazywało na internet (w 2002 roku było to 7%). Raport wykazał jednak także, że mała grupa – około 11% internautów – aktywnie włącza się w polityczne dyskusje online np. poprzez pisanie własnych komentarzy. Nie jest niespodzianką, że młodsi Amerykanie posiadający w domu stały dostęp do internetu, szczególnie lubią szukać informacji w sieci. 35% badanych poniżej 36 roku życia, posiadających w domu stałe łącze wskazało na internet jako główne źródło politycznych wiadomości podczas ostatnich wyborów. Tylko 18% osób z tej grupy powiedziało to samo o prasie.
tabelawyboryonlineUSA
O coraz wiekszej roli internetu w polityce świadczy również powstanie nowego amerykańskiego magazynu politycznego "Politico" , który postawił w dużej mierze na sieć. Magazyn wyróżnia również to, że będzie zajmować się tylko polityką wewnętrzną Stanów Zjednoczonych. Poza tym, w przeciwieństwie do typowych gazet, "The Politico" zatrudnia, a nie zwalnia pracowników. Podczas gdy redakcje gazet w całym kraju redukują zatrudnienie i zmniejszają ilość relacji z Waszyngtonu, "The Politico" szuka młodych reporterów oraz doświadczonych dziennikarzy, takich jak John F. Harris i Jim VandeHei z "The Washington Post", Mike Allen z magazynu "Time" czy Roger Simon z "Bloomberg News". Są to ludzie skłonni porzucić bezpieczne do tej pory posady w redakcjach tradycyjnych mediów drukowanych i dołączyć do grona twórców nowego serwisu informacyjnego.

- Wygląda na to, że dzisiaj pozostanie w mediach drukowanych łączy się z większym ryzykiem, niż spróbowanie czegoś nowego - mówi 30-letni Ben Smith, reporter "The Daily News" w Nowym Jorku, który będzie pisał dla "The Politico" bloga na temat kampanii prezydenckiej w 2008 roku. Sceptycy twierdzą, że obszar zainteresowań "The Politico" jest zbyt wąski, a rynek mediów w sieci za bardzo zatłoczony przez strony w rodzaju RealClearPolitics.com oraz inne publikacje, takie jak internetowe wydania gazet. Poza tym zwolennicy poszczególnych opcji politycznych najchętniej odwiedzają strony o profilu zgodnym z ich poglądami, a "The Politico" nie ma zamiaru popierać żadnej opcji. Jeżeli "The Politico" odniesie sukces, będzie to kolejny sygnał, że internet stał się sensowną i do tego kuszącą alternatywą dla dziennikarzy politycznych głównych tytułów prasowych.
 
Warto też wspomnieć o obecności polityki w "Second Life". "Second Life" to internetowa gra fabularna w stylu bijącego rekordy popularności "World of Warcraft". Od innych produktów tego typu różni się jednak tym, że zamiast tworzyć klimat fantasy, zakłada maksymalne odwzorowanie realnego świata w przestrzeni wirtualnej. Jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników wirtualnej polityki w "Drugim Życiu" jest amerykański kongresmen George Miller - demokrata, który wpadł na pomysł wybudowania w "Second Life" CyberKapitolu. Na początku stycznia tego roku zebrani w sali konferencyjnej gracze mogli obejrzeć nadawaną na żywo relację z zaprzysiężenia Nancy Pelosi na stanowisko przewodniczącej Izby Reprezentantów. Zaraz po tym odbyła się konferencja Millera, na którą wirtualny sobowtór kongresmena przyleciał, korzystając z dostępnej w grze możliwości unoszenia się w powietrzu. - Doznałem olśnienia - mówił potem kongresmen. - To świetny sposób na dotarcie do ludzi, którzy w realnym świecie nigdy nie weszliby do Kapitolu. - To było trochę surrealistyczne - przyznał jeden z uczestników konferencji, blogger Rik Panganiban. Pół roku przed Millerem w grze pojawił się inny znany polityk Mark Warner, były gubernator stanu Virginia.
cybercapitol
Warto wnikliwie obserwować tę swoistą internetową rewolucję na amerykańskiej scenie politycznej. Jak pokazuje bowiem doświadczenie, wiekszość procesów do których dochodzi za oceanem dociera póżniej także do Polski. Dobitnym tego dowodem była chociażby ostatnia kampania samorządowa w której zrówno PiS jak i PO skopiowały wyborcze spoty wykorzystane w ameryce ponad 20 lat temu...

Polacy mogą na bieżaco obserwować kampanię amerykańską za pośrednictwem nowego bloga "Biały Domek". Prowadzi go Marcin Gadziński, korespondent "Gazety Wyborczej" w USA.
13:52, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
 Portal będzie nowoczesny, zdecydowanie mniej przegadany i bardzo dynamiczny - zapewnia szef klubu PO Bogdan Zdrojewski. Jak informuje "Rzeczpospolita" nowy serwis będzie gotowy pod koniec marca. Daleko idące zmiany na starej stronie - www.platforma.org będą jednak widoczne już na początku lutego. Zdrojewski ma nadzieję, że Internet pomoże mu w usprawnieniu prac klubu. -To będzie autentyczne narzędzie pracy posłów i senatorów Platformy - zapowiada.

Wkrótce ze stron Platformy Obywatelskiej dowiemy się, którzy posłowie pracują nad poszczególnymi ustawami. Kończą się także prace nad kategorią "stanowisko klubu", która do tej pory na stronach partii była pusta. - Będzie bardzo rozbudowana i na bieżąco uzupełniana - zapewnia Bogdan Zdrojewski.

Prawdziwą rewolucją w pracach posłów i senatorów PO może się jednak okazać specjalny biuletyn internetowy, który przygotowuje Zdrojewski. Oprócz tzw. czasówki, czyli porządku obrad, posłowie znajdą w nim opisy projektów ustaw i informacje posła prowadzącego ustawę, która uczuli ich na newralgiczne punkty tworzonego prawa. - Ułatwi im to pracę nad ustawami i pomoże włączać się do debaty - uważa Zdrojewski. Aby zrealizować ten plan, szef klubu przeprowadził inwentaryzację stron kolegów. - Mamy najlepsze strony spośród posłów i senatorów. Nie oznacza to jednak, że nie ma kłopotów. Okazało się, że 34 parlamentarzystów PO nie ma strony WWW (wśród nich jest szef partii Donald Tusk), a niektórzy nie mają nawet adresu e-mailowego. Większość założyła już domeny, w ciągu kilku tygodni będą mieli strony -mówi Zdrojewski. - Stronę estetyczną witryn zostawiam posłom, ale zależy mi, aby były szybkie i pojemne, bo musi się na nich zmieścić opis wszystkiego, nad czym na bieżąco pracują.

Jego zdaniem posłowie zbyt rzadko wykorzystują strony WWW, żeby promować własną działalność. - Wiele ich inicjatyw umyka przez to wyborcom - twierdzi szef klubu Platformy Bogdan Zdrojewski. Marzy mu się, by strony posłów zawierały informacje o tym, jak pracują, ale miały więcej luzu: - Mniej patosu, więcej karykatur i dowcipów.
13:28, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
 Rząd Stanów Zjednoczonych chce zmusić blogerów, którzy krytykują Kongres i tworzą organizacje, aby się rejestrowali. W przeciwnym wypadku trafialiby za kratki.

Chodzi o nowy projekt ustawy o lobbingu. Wedle przepisów w nim zawartych, blogerzy - których wpisy czyta więcej niż 500 internautów - będą zobligowani do przymusowej rejestracji. Konieczne będzie również składanie co kwartał przed Kongresem specjalnych raportów, podobnych do tych, które przygotowują lobbyści. Za uchylanie się od tych obowiązków nowy projekt legislacyjny przewiduje nawet karę więzienia.

Richard Viguerie – prezes organizacji GrassrootsFreedom.com powiedział, że nowe prawo byłoby największą w historii ingerencją w pierwszą poprawkę do konstytucji.

Nowy zapis jest pomysłem senatora David Vittera. Obecnie ten zapis został wstrzymany i jest duża szansa, że utknie w procesie legislacyjnym. Oby tak sie stało.
WIĘCEJ O PROBLEMIE USTAWY O LOBBINGU  I JEJ WPLYWIE NA BLOGGERÓW MOŻNA PRZECZYTAĆ TUTAJ>>
13:14, tkwarcinski , .NEWSY
Link Komentarze (1) »
 Grupa twórców serwisu P2P "The Pirate Bay" chce kupić wyspę i przenieść na nią swoje serwery. Wszystko po to, by uchronić się przed pozwami z tytułu praw autorskich.
    Aktualizacja 
Pirate Bay, jedna z najpopularniejszych na świecie stron peer 2 peer umożliwiająca - poprzez technologię torrent - pobieranie filmów przez sieć internet, poinformowała, że chce zakupić swoją własną wyspę w celu uniknięcia konieczności przestrzegania praw autorskich. “To nie tylko chodzi o Pirate Bay, chodzi bardziej o kraj, który wolny będzie od praw autorskich” powiedział agencji AFP jeden z członków grupy założycieli Pirate Bay ukrywający się pod pseudonimem Peter.

Pirate Bay rozważa każde leżące na międzynarodowych wodach terytorium w celu uniknięcia chroniącego prawa autorskie ustawodawstwa. “Wszystkie kraje są dziś oparte o starą ekonomię i stare idee, a my chcemy zrobić coś nowego” twierdzi Peter.

W piątek grupa wspierająca Pirate Bay założyła stronę www.buysealand.com , która ma na celu zebranie funduszy na zakup wyspy Sealand, która tak naprawdę jest byłą brytyjską platformą wiertniczą zbudowaną z żelbetu i stali a zlokalizowaną 10 kilometrów od wschodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii. Jej powierzchnia wynosi zaledwie 550 m2. Obecny właściciel księstwa ogłosił niepodległość wyspy jednak do tej pory żadne państwo nie uznało jej niezależności. Jeśli dojdzie do zakupu, będziemy mieli do czynienia z istnieniem pierwszego na świecie państwa piratów. Po pożarze, który nawiedził Księstwo Sealandii w roku 2006, jego władze postanowiły wystawić je na sprzedaż - tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele kampanii "Buy Sealand" prowadzonej przez The Pirate Bay.

Organizatorzy akcji zamierzają zorganizować zbiórkę pieniędzy na zakup mikropaństwa, którą chcą nazwać "Księstwem Sealandii" . Taka przyjemność będzie kosztować 100 mln USD, ale zyskać można wiele - własny kraj, w którym międzynarodowe prawa autorskie mogłyby po prostu nie obowiązywać.

“Kochalibyśmy Sealand z powodu jego historii, która tak bardzo do nas pasuje. Jeśli nie uda się zebrać wystarczającej sumy na zakup platformy, postaramy się o jakąś małą wysepkę gdziekolwiek indziej” mówi Peter dodając: “Chcielibyśmy się tam przeprowadzić a jeszcze bardziej chcielibyśmy przenieść tam nasze serwery”.
wyspapiratow
Wygląda jednak na to, że konieczne będzie zastosowanie tego drugiego rozwiązania, a mianowicie poszukanie iinego miejsca na państwo piratów. Jak bowiem tłumaczy cytowany przez serwis Out-Law.com prawnik, profesor Robin Churchill, nie jest możliwe ustanowienie na Sealandii nowego państwa i wprowadzenie tam nowego prawa. Wyspa leży bliżej niż 12 mil od wybrzeża Wielkiej Brytanii - więc, wedle ustawy z 1987 r., znajduje się na jej wodach terytorialnych. A to oznacza, że obowiązują na niej brytyjskie przepisy - również w zakresie praw autorskich. Profesor Churchill podkreślił też, że Sealandia nie spełnia żadnego z warunków niezbędnych do uznania państwowości jakiegoś terytorium - nie ma stałych mieszkańców, nie ma funkcjonującego rządu, a przede wszystkim - nie jest uznawana przez żadne inne państwo.
Kolejną przeszkodą w stworzeniu księstwa piratów jest sprzeciw samego właściciela wyspy Sealand. Książe Michael Bates powiedział bowiem w wywiadzie dla CBC, że nie chce sprzedawać quasi-państwa organizacji, która łamie międzynarodowe traktaty. Władca mikropaństwa okazał się również przeciwnikiem wymiany plików przez Sieć P2P. Bates podkreślił, że sam napisał książkę, na podstawie której w Hollywood powstaje film, tak więc ochrona własności intelektualnej ma znaczenie również dla niego.

Agent, który zajmuje się kwestią sprzedaży państwa Sealndii nadal potwierdza, że jest ono wystawione na sprzedaż. Istnieje jednak zastrzeżenie - ten kto je kupi, nie może występować przeciwko Wielkiej Brytanii. The Pirate Bay wydaje się nie spełniać tego warunku, ale ostateczna decyzja i tak zostanie podjęta wtedy, gdy zostanie złożona propozycja zakupu.

Jak podaje Daily Tech, gwoździem do trumny dla całej sprawy może okazać się cena Sealandii. Według Michaela Batesa wynosi ona obecnie 750 mln euro. Piraci zebrali jak dotąd "tylko" ponad 19 tys. USD.
Zbiórka pieniędzy jest prowadzona na stronie buysealand.com. Tam też publikowane są informacje na temat postępów w rozmowach z rządem Sealandii. Przedstawiciele The Pirate Bay obiecują, że każdy kto dołoży sie do zakupu otrzyma obywatelstwo pirackiego państwa ze specjalnym kontem na The Pirate Bay. Jeśli do zakupu nie dojdzie, organizatorzy akcji będą szukać innego małego, wyspiarskiego państwa.

Strona Pirate Bay www.thepiratebay.org została zamknięta przez szwedzką policję w maju 2006 roku. Stronę ponownie otwarto używając serwerów znajdujących się w Holandii.

Pirate Bay informuje swoich użytkowników jak dzielić się muzyką, filmami etc., z ponad milionem osób z całego świata odwiedzających stronę każdego dnia za pomocą internetowych linków umieszczanych na stronie. W 2005 roku kraje skandynawskie przyjęły prawo zabraniające dzielenia się plikami chronionymi prawem autorskim w internecie bez płacenia honorariów w celu zlikwidowania serwisów umożliwiających darmowe, nielegalne pobieranie muzyki, filmów i gier. Dzielenie się nielegalnymi plikami w Szwecji może oznaczać karę do dwóch lat więzienia.

ZAPRASZAM RÓWNIEŻ DO PRZECZYTANIA WYWIADU "DZIENNIKA" Z KSIĘCIEM SEALANDU - MICHAELEM>>

ARTYKUŁ Z "NAJWYŻSZEGO CZASU" TRAKTUJĄCY O SEALANDII MOŻNA PRZECZYTAĆ TUTAJ>>

13:01, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 22 stycznia 2007

Wideokonferencja, podczas której zeznaje świadek z zagranicy, telekonferencja z udziałem tłumacza, który utknął w korku oraz multimedialna prezentacja dowodów - tak już wkrótce mogą wyglądać rozprawy w polskich sądach - pisze DZIENNIK.

W sobotę we wrocławskim sądzie okręgowym zainscenizowano proces XXI w. "Zastaliśmy polski wymiar sprawiedliwości mocno zaniedbany, chcemy zostawić zinformatyzowany" - mówił minister Zbigniew Ziobro. "Sądy mają być bliżej ludzi i szybciej załatwiać ich sprawy" - dodaje.

Jak ma to wyglądać w praktyce, pokazano na zainscenizowanej rozprawie. Na ławie oskarżonych, otoczona przez antyterrorystów, zasiadła Joanna Kowalska. Prokurator zarzucił jej pomoc w spowodowaniu wybuchu w laboratorium biotechnologicznym Biotex w hrabstwie Kent w Wielkiej Brytanii. Trzeba było przesłuchać świadka Jane Bolton, tyle tylko, że kobieta przebywała w swoim domu w Maidston. W nowoczesnym sądzie to jednak żaden problem - dzięki wideokonferencji.

"Użyliśmy najbardziej zaawansowanych technologii. Przekaz jest rzeczywiście bezpośredni, świadka nie tylko słychać, ale i widać. Obraz jest tak dobrej jakości, że można dokonać zbliżenia i dostrzec reakcje osoby przesłuchiwanej. Nie tylko to, czy się waha, zwleka z odpowiedzią, ale też czy się poci lub ma rozszerzone źrenice" -  tłumaczy DZIENNIKOWI Piotr Siekierski, zastępca dyrektora departamentu Centrum Ogólnopolskich Rejestrów Sądowych (CORS) i informatyzacji resortu sprawiedliwości.

Świadka można przesłuchać w każdym zakątku globu, byle tylko było tam kablowe połączenie z internetem. Sprzęt - komputer i kamerę - uruchomi jeden technik. W ten sposób można przepytać groźnego przestępcę lub świadka koronnego bez przewożenia go do sądu z więzienia. W tym roku taki sprzęt pojawi się na 90 salach sądów w całej Polsce.

19:03, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
Haker z Bułgarii zaatakował w ubiegłą niedzielę serwis internetowy prezydenta Macedonii Branko Crwenkowskiego i umieścił godło bułgarskie na miejscu macedońskiego - poinformowała prywatna agencja informacyjna Fokus.

Haker napisał na stronie prezydenta www.president.gov.mk w języku bułgarskim "Jedność tworzy siłę" - hasło, które znajduje się na bułgarskim parlamencie. Wezwał również Macedończyków, by wspólnie z Bułgarami budowali swoją przyszłość w rodzinie Unii Europejskiej wspólnie.

Bułgaria i Macedonia mają wspólną historię, jest ona jednak odmiennie interpretowana przez historyków obu państw. W Bułgarii mit wielkiej Macedonii jest obecny w tradycji kraju i chętnie przypominany. Od 1 stycznia, po wejściu do UE Bułgaria wprowadziła wizy dla Macedończyków, co stało się powodem krytycznych komentarzy w mediach macedońskich. W grudniu 2005 r. Rada Europejska przyznała Macedonii status „oficjalnego kandydata” do UE, nie wyznaczając jednak terminu wszczęcia negocjacji akcesyjnych.
14:46, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 stycznia 2007
Bojownicy z terrorystycznej organizacji "Hamas" chcą przekazać swoje mordercze przesłanie całemu światu. Aby to zrobić stworzyli specjalną propagandową stronę internetową dostępną również w języku angielskim.

Witryna jest dostępna w portalu "Alqassam" - stanowi niejako jedną z jego wersji językowych. Informacje na niej zawarte są tyleż ciekawe co przerażające. Terroryści podają liczbę "męczenników", którzy zginęli w walce z "syjonistami". Z naszej perspektywy oznacza to ni mniej ni więcej jak tylko ilu morderców-samobójców wysadziło się w izraelskich kawiarniach, restauracjach, autobusach czy na skwerach.

Na tym nie kończy się zawartość anglojęzycznego serwisu Hamasu. Dodatkowo są tam biografie najważniejszych samobójców, opisujące ich jako dobrych, poczciwych i łagodnych ludzi. Na stronie można również przeczytać wywiady z przywódcami hamasowców, którzy opisują Izrael jako państwo morderców, które powinno być definitywnie wymazane z mapy świata.

Pieniądze na stworzenie strony oraz serwery do jej obsługi dali arabscy sojusznicy. Według Hamasu, to kilka milionów dolarów. A wszystko po to, żeby udowodnić światu, że wszystkiemu winny jest zły Izrael, a dobry Hamas się tylko broni. Ciekawe na ile ta swoista propaganda okaże się skuteczna?
hamasWWW
13:18, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
 08 stycznia 2006 rozpoczęła działalność Gazeta Internetowa Redakcji Wojskowej, którą tworzyć będzie Ministerstwo Obrony Narodowej.

W jej zasobach można zaznajomić się z najnowszymi, aktualizowanymi codziennie, wiadomościami o tematyce polskiego wojska, militariów i środowisk okołowojskowych (klubów garnizonowych, grup rekonstrukcji historycznych.

Gazeta dzieli się na kilkanaście modułów. W module „Wiadomości” prezentowane są podstwawowe informacje dotyczące najważniejszych wydarzeń w polskiej armii, działania naszych kontyngentów wojskowych poza Polską, decyzji podejmowanych przez resort obroby. Dział „Garnizony” zawierać będzie aktualności z jednostek wojskowych niższego szczebla. W dziale „Misje” będzie można zapoznać się z artykułami na temat udziału polskich żołnierzy w misjach pokojowych i stabilizacyjnych. Dział „Prawo” poświęcony będzie poradom prawnym w kwestiach dotyczących służby wojskowej żołnierzy zawodowych, a także prawom i obowiązkom pracowników wojska. Zainteresowanym ciekawostkami i danymi technicznymi sprzętu znajdującego się w dyspozycji polskiej armii dedykowany będzie dział „Technika Wojskowa”.

Oprócz tych stricte militarnych działów na stronie znajdą się także teksty dotyczące sportu i wydarzeń kulturalnych w armii, kącik dla miłośników „męskich rozrywek” – myślistwa, wędkarstwa, motoryzacji, ale też np. komputerów.

Na stronie Gazety Internetowej będzie można też znaleźć przegląd materiałów prasowych o wojsku, które danego dnia pojawiły się w mediach, a także – w przyszłości – serwis aktualnych materiałów PAP poświęconych wojskowości.

W galerii zdjęć zamieszczane będą fotoreportaże pokazujące ważne i mniej ważne wydarzenia w polskiej armii. Ich autorami będą zarówno dziennikarze i fotoreporterzy Redakcji Wojskowej, jak i autorzy z zewnątrz – żołnierze i pracownicy wojska. Taka jest zresztą koncepcja całego portalu, który ma być współredagowany przez czytelników-internautów.

Redakcja Wojskowa liczy, że Gazeta Internetowa stanie się cennym źródłem informacji na temat wojska, zwróci uwagę na nowe, ciekawe tematy i stanie się regularnie odwiedzanym przez miejscem w sieci. Dzięki - stanowiącemu element portalu - forum internetowemu, będzie to też miejsce internetowych debat na temat polskiej armii.

Działająca od stycznia Redakcja Wojskowa wydawać będzie także tygodnik „Polska Zbrojna”, nowy miesięcznik specjalistyczno – szkoleniowy „Przegląd Sił Zbrojnych” i naukowy kwartalnik „Myśl Wojskowa”.

Prezentowana obecnie wersja gazety ma jeszcze charakter testowy. Redakcja przewiduje, że www.zolnierz-polski.pl osiągnie swój docelowy kształt w ciągu najbliższych dwóch tygodni.
11:26, tkwarcinski , .NEWSY
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16