Google
Blog > Komentarze do wpisu

POLITYKA W "SECOND LIFE"

iranprotest_006

Zacznijmy od owej rewolucji. Za początek przewrotu można uznać akt zniszczenia wirtualnych sklepów American Apparel i Reebok01. Osobą, która tego dokonała okazał się Marshal Cahill, a precyzyjniej rzecz ujmując jego avatar (wirtualna postać, w którą wciela się każdy użytkownik gry). Jak zwykle w takich sytuacjach bywa, iskrą stanowiącą bodziec do rozpoczęcia rewolucji była potrzeba zmian. Ów pierwszy rewolucjonista Second Life doszedł do wniosku, że jego ulubiona gra podupada i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.

- Spijali całą śmietankę, przetargi wygrywali tylko krewni i znajomi, ograniczali wolność słowa
- skarży się Cahill. On sam widział to wszystko, ale nie był w stanie tego powstrzymać. Na znak protestu postanowił więc...zdetonować wbombę atomową przed sklepem American Apparel.

Marshal Cahill nie jest oczywiście sam. Ma za sobą grupę niezadowolonych użytkowników gry, która sama siebie ochrzciła wielce wymownym mianem "Armii Wyzwolenia Second Life". Rzeczywiście, brzmi to zgoła rewolucyjnie, może się też kojarzyć z ugrupowaniami terrorystycznymi. Zresztą sam akt zniszczenia miał charakter qasi-terrorystyczny02. Mi przypominają się sceny rodem z alterglobalistycznych zamieszek podczas szczytu WTO w Seattle.

Okazuje się także, że charakter postulatów zgłaszanych przez bojowników Second Life jest podobny do tych wysuwanych wtedy przez ruchy alterglobalistyczne. Członkowie Armii Wyzwolenia żądają, by producent gry, firma Linden Labs przyznała graczom pełną i nieskrępowaną kontrolę nad środowiskiem gry. - Populacja powinna mieć coś do powiedzenia w sprawie przyszłości świata, który zamieszkuje - tłumaczy Cahill dziennikowi "Los Angeles Times". - Armia Wyzwolenia Second Life po prostu stara się, by świat był lepszy - podsumował Cahill.

Poniżej film przedstawiający atak Armii na wirtualny sklep Reboka:


Wysadzenie bomb to nie pierwsza akcja zorganizowana przez Armię Wyzwolenia Second Life. Jakiś czas temu ludzie Cahilla zaczęli strzelać do klientów American Apparel. Rany postrzałowe nie są w grze śmiertelne, powodują jednak obniżenie poziomu doświadczenia. Bojowników wspierają najstarsi uczestnicy Second Life, którzy zorganizowali akcję zbierania funduszy na zakup broni i ładunków wybuchowych.

Cała ta sytuacja każe się zastanowić nad polityczną stroną wirtualnego środowiska "Second Life".
Możliwe, że następnym krokiem wirtualnych terrorystów/rewolucjonistów mogą być na przykład zamachy na polityków. Okazuje się bowiem, ze w coraz większym stopniu następuje swoista polityzacja tej popularnej gry. Chodzi mi zarówno o sferę obywatelskiej aktywności jak i działalność sticte partyjną a także aktywność administracji państwowej.

Jeśli chodzi o tę pierwszą to przykładem jest przypadek wyżej wymieniony. Warto też wspomnieć o wirtualnej demonstracji z zaszłego tygodnia03. Otóż grupa kilkudziesięciu kilku avatarów zgromadziła sie przed wirtualnym Capitolem by protestować przeciwko potencjalnemu atakowi USA na Iran. Organizatorzy tej niecodziennej akcji twierdzą, że ich celem było zwrócenie uwagi mieszkańców "SL" na problem wojny we współczesnym świecie04.

Coraz powszechniejsza jest także działalność, którą można określiłbym stricte partyjną. Również ona zatacza w "Second Life" coraz szersze kręgi. W grze można już uczestniczyć w wiecach kandydata na prezydenta i byłego gubernatora Wirginii - republikanina Jima Gilmore’a. Dwa tygodnie temu jako pierwszy otworzył w "SL" swoje biuro wyborcze potencjalny kandydat na stanowisko prezydenta USA John Edward's05. Uznał to za dobry sposób na promocję i zbieranie funduszy na kampanię oraz nabór wolontariuszy do sztabu wyborczego. Swoją kampanię w "Drugim Życiu" planuje także gwiazda Demokratów, senator Barack Obama, podobną strategię zastosuje także Hillary Clinton.

Również w trwającej właśnie kampanii prezydenckiej we Francji silnie obecne jest "Second Life". Można było o tym przeczytać jakiś czas temu w "Rzeczpospolitej".06.

W sposób najbardziej okazały z możliwości "SL" korzysta socjalistka Segolene Royale. Jak piszą dziennikarze "Rzeczpospolitej" widać, że nawet wirtualne życie nie jest tak całkiem oderwane od rzeczywistości, bo przewaga w realnych sondażach przekłada się na większą popularność Royale w "Second Life". W biurze socjalistów jest tłoczno, a dyskusja pełna jest wzniosłych haseł. Samo biuro nazywa sie 748. Nazwa wzięła się stąd, że w całej Francji działa 747 biur, zaś ten wirtualny jest właśnie 748. Ściany Komitetu 748 zdobią plakaty ze zdjęciami Royal i interaktywne tablice z jej programem wyborczym. Dalej jest sala kinowa, gdzie co pewien czas wyświetlane są klipy wyborcze. "SL" wykorzystuje również aktywnie "Front Narodowy" Le Penna, wirtualną kampanię prowadzi też Nicolas Sarkozy.

Politycy, którzy zdecydowali się na przeniesienie części swojej działalności do "Second Life", traktują swoją misję jak najbardziej poważnie. Wiedzą, że rola Internetu rośnie i że możliwości, jakie stwarza to zjawisko, są w dużym stopniu niewykorzystane. Na przykład przed niedawnymi wyborami parlamentarnymi w Holandii w wirtualną podróż po "Second Life" wyruszyła czwórka polityków z czterech największych partii.

Na rosnącą popularność wirtualnego "Drugiego Życia" nie pozostaje również głucha szeroko pojęta administracja państwowa. Za sprawą jednego z najbardziej zagorzałych zwolenników wirtualnej polityki, amerykańskiego kongresmena George Millera powstał w "Second Life" CyberKapitol. Na początku stycznia tego roku zebrani w sali konferencyjnej gracze mogli obejrzeć nadawaną na żywo relację z zaprzysiężenia Nancy Pelosi na stanowisko przewodniczącej Izby Reprezentantów. Zaraz po tym odbyła się konferencja Millera, na którą wirtualny sobowtór kongresmena przyleciał, korzystając z dostępnej w grze możliwości unoszenia się w powietrzu. - Doznałem olśnienia. To świetny sposób na dotarcie do ludzi, którzy w realnym świecie nigdy nie weszliby do Kapitolu - przekonywał potem kongresmen.

Innym przejawem działalności administracji państwa w "Drugim Życiu" jest niedawne otwarcie wirtualnej ambasady Szwecji07. Wirtualne przedstawicielstwo ma promować kraj wśród młodych ludzi mieszkających na całym świecie. Awatarowie ambasadorów będą n.p. udzielać potencjalnym turystom informacji o szwedzkich atrakcjach turystycznych i przepisach wizowych. Z kolei Niemcy jako pierwsi stworzyli w "SL", coś o czymś nikt inny nie pomyślał – urząd pośrednictwa pracy.

Przy opisie politycznej sfery w "Second Life" nie da sie także nie wspomnieć o obecności tej gry na tegorocznym szczycie w Davos08. World Economic Forum stało się bowiem w wirtualnym świecie bardzo ważnym wydarzeniem. Pisał o tym "Financial Times" oraz "Gazeta Wyborcza". Avatary uczestników forum cierpliwie czekały w kolejce na głos w wirtualnej debacie. W rezultacie mówcy w Second Life stawali się gwiazdami rzeczywistego szczytu, który w poprzednich latach raczej ograniczał się do problemów naszego świata. Przenikanie się tych dwóch rzeczywistości stało się nawet tematem jednej z debat w prawdziwym Davos. W świecie Second Life tymczasem avatar przedstawiciela agencji Reuters przeprowadzał wywiady z innymi jego mieszkańcami, by w ten sposób wywołać większe zainteresowanie tematami dyskusji podjętymi w Davos, obejmujące szersze kręgi niż niecałe 2,5 tysiąca uczestników szczytu.

Póki co brak w "Second Life" polskich akcentów. Sądzę jednak, że jest to wynik stosunkowo małej popularności gry w naszym kraju. Będzie się to jednak nieuchronnie zmieniać a co za tym idzie zwiększy sie też obecność polskiej polityki w "SL".

Nierozstrzygnięta pozostaje za to kwestia społecznej roli "Second Life". Trwa spór o to, czego znakiem jest rosnąca popularność tej gry. Paleta opinii w tej kwestii jest bogata09. Od hurra optymistycznych i entuzjastycznych do wręcz apokaliptycznych. Nie brak opinii, że furora jaką zrobiło "Drugie Życie" to symptom odwracania się sytego Zachodu od realnego życia. Taką obawę zaprezentował chociażby Lukasz Medeksza z serwisu "Pardon": "Jeśli przeniesiemy się do wirtualu, to jak będzie wyglądał real? Czy zdominuje go nowa, globalna pod-klasa, której podstawową cechą będzie brak dostępu do nowych technologii i do internetu?"10

Ja w żadnym wypadku nie demonizowałbym aż tak rosnącej roli Second Life. Według mnie jest to po prostu dalszy etap rozwoju internetu. Póki co jest to tylko zabawa. Obejmująca coraz szersze dziedziny życia ale jednak zabawa. Dla samej polityki jest to ni mniej ni więcej, jak tylko kolejny kanał komunikacji z wyborcami, swoisty instrument politycznego oddziaływania. Dla wyborców "Drugie Życie" staje się zaś powoli narzędziem kontroli nad politykami a także przestrzenią do politycznej aktywności. W "Second Life" nie do przecenienia jest również rola edukacyjna. Gra ta uczy na pewno obywatelskości oraz poruszania się w ramach wolnego rynku.

Nie można na pewno z popularności "SL" wysnuć wniosku o oddalaniu sie współczesnego człowieka od świata realnego. Na tej zasadzie można by bowiem zdyskredytować całą ideę internetu. Badania pokazują niezbicie, że w odniesieniu do internetu zachodzi proces tzw. "szkła powiększającego". Polega ono na tym, że ludziom otwartym, towarzyskim i.t.p. internet pomaga w zdobywania dalszych kontaktów w realu. Z kolei osoby zamknięte przez internet zamykają się jeszcze bardziej. Nie grozi nam zatem żaden rodzaj "Matrixu". Wszystko zależy od indywidualnych cech każdego użytkownika sieci.

Ciekaw jestem jak Wy oceniacie rolę internetu a w szczególności "Second Life" w sferze polityki, jaka jest jego rola w demokracji, społeczeństwie obywatelskim. Interesuje mnie również jak oceniacie tą próbę rewolucji w "Second Life" o której napisałem na początku. Czy to może być początek czegoś poważniejszego? Czekam na opinie w komentarzach.

"Second Life" (czyli Drugie Życie) to trójwymiarowy świat wirtualny stworzony przez firmę Linden Lab. Second Life wynalazł przed czterema laty fizyk Philip Rosedale. Idea była prosta: w nieskończonej cyfrowej sieci internetu stworzyć i zasiedlić wirtualną planetę. Składa się ona ze stałego lądu oraz łańcucha wysp, które można badać i zdobywać przy pomocy awatarów. SL dostępny jest dla każdego internauty. Wystarczy wejść na stronę secondlife.com i ściągnąć darmowe oprogramowanie. Członkostwo jest darmowe, ale opłata dla tych, którzy chcą kupować ziemię, wynosi co najmniej 6$ miesięcznie.

Fakty z "Drugiego Życia":

  • Liczba stałych użytkowników - 2,8 mln (wzrost zaludnienia wyniósł w ubiegłym półroczu 600%)
  • Powierzchnia - 360 km2 (to więcej niż Monachium).
  • Waluta - Linden Dolary (można tu kupić niemal wszystko, od nieruchomości po towary i usługi)
  • Dzienne obroty - 1 000 000 prawdziwych dolarów.
  • Vodafone zapowiada otwarcie sieci telefonii komórkowej. Swoje biura otworzyły m.in. Adidas, Toyota, Nissan, Reebok i AOL. Aktualnie powstaje internetowa świątynia dla "Life Church" – jednego z najbardziej wpływowych kościołów w USA.
Bibliografia:-)
01 - "W SL wybuchła rewolucja"
02 - "Przed sklepem Reeboka zdetonowano ładunek nuklearny"
03 - "SL Protest Against U.S. Military Action in Iran"
04 - "SL Capitol Hill Anti-War Protests"
05 - "Edwards Campaign Opens SL Office"
06- "Drugie życie nowoczesnego polityka"
07 - "Szwedzka ambasada w SL"
08 - "Wirtualne Davos"
09 - "W krainie czarów"
10 - "Zachodnia cywilizacja przenosi się do wirtualu"
środa, 28 lutego 2007, tkwarcinski

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: